Ostatecznie to właśnie te niewidoczne na zewnątrz kroki decydują o tym, jak będzie wyglądało nasze życie za kilka lat. Można dalej dryfować po powierzchni informacji, dając się prowadzić przypadkowym treściom, albo przejąć odpowiedzialność za swoją uwagę i zacząć traktować ją jak najcenniejszy zasób. Rozwój osobisty zaczyna się wtedy, gdy z rozproszonej, pospiesznej codzienności odważymy się wyciąć dla siebie choćby kilkanaście minut dziennie, by spokojnie, bez pośpiechu zapytać: w jakim kierunku chcę iść i co mogę zrobić dziś, żeby zrobić chociaż jeden mały krok w tę stronę. Drugi artykuł poświęcony jest podróżowaniu po Europie środkowej i wschodniej w sposób powolny, uważny i niskobudżetowy. Wiele osób myśli o podróżach przez pryzmat szybkich wypadów do turystycznych stolic, gdzie główne atrakcje są z góry zaplanowane: parę zdjęć pod znanymi pomnikami, obowiązkowe danie w polecanej restauracji, powrót z poczuciem „odhaczenia” kolejnego miasta z listy. Tymczasem istnieje zupełnie inny styl podróżowania, w którym to nie liczba atrakcji się liczy, lecz sposób bycia w danym miejscu – tempo, w jakim przechadzamy się ulicami, rozmowy z mieszkańcami, a nawet zwyczajna nuda na ławce w parku. Taki sposób podróżowania idealnie pasuje do mniejszych miast, często pomijanych przez masową turystykę. Zamiast wiecznego tłumu i kolejek do muzeów, są tu zwyczajne osiedla, lokalne targowiska, małe piekarnie i skromne kawiarnie, do których wchodzą głównie mieszkańcy. To właśnie na takich ulicach najlepiej widać, jak naprawdę żyją ludzie, jakie mają rytuały, co jest dla nich ważne na co dzień. W miasteczkach położonych z dala od głównych szlaków czas wydaje się płynąć trochę wolniej, a przechodnie częściej się zatrzymują, by zamienić ze sobą parę słów. W podróżach powolnych i niskobudżetowych nie chodzi jednak o skrajne oszczędzanie, tylko o rozsądne gospodarowanie tym, co się ma. Zamiast drogich hoteli wybiera się proste pensjonaty, hostele czy pokoje wynajmowane w prywatnych mieszkaniach. Zamiast restauracji z widokiem na główny plac – bary mleczne, lokalne stołówki, małe bistro oddalone o kilka ulic od najpopularniejszych miejsc. To właśnie tam można zjeść proste, ale uczciwe jedzenie, które opiera się na tym, co dostępne w danym regionie. Dodatkowym plusem jest to, że łatwiej nawiązać rozmowę z obsługą czy z innymi gośćmi, bo nikt się nie spieszy. Z czasem człowiek odkrywa, że to, co w podróży najcenniejsze, jest zwykle darmowe: wędrówka po zaułkach, których nie ma w przewodnikach, chwila ciszy w małym kościele, zachód słońca oglądany znad rzeki, obserwowanie codziennego rytmu targowiska. W takich momentach nie potrzeba wielkich atrakcji, bo cała uwaga skierowana jest na tu i teraz. Odkrywa się, że podróż może być również doświadczeniem wewnętrznym – okazją do przemyślenia swojego życia, złapania dystansu do problemów, które w domu wydawały się nie do rozwiązania. Paradoksalnie to właśnie wyjazd w nieznane potrafi przywrócić spokój i jasność myślenia. Współczesnym podróżnikom często towarzyszy silna potrzeba dokumentowania wszystkiego. Aparaty, telefony i kamery towarzyszą im na każdym kroku, a po powrocie do domu kolekcje zdjęć czekają na selekcję, opisanie, udostępnienie. Dla wielu osób ważne jest, by ich przygody i refleksje mogła potem zobaczyć rodzina, przyjaciele czy szersza publiczność, dlatego nierzadko powstaje własna strona internetowa na której krok po kroku opisuje się odwiedzone miejsca. Z jednej strony pomaga to uporządkować wspomnienia, z drugiej – staje się motywacją do uważniejszego przeżywania podróży, bo człowiek zaczyna zadawać sobie pytanie, co w danym miejscu naprawdę warto zapamiętać. Powolne podróżowanie ma jeszcze jedną ważną zaletę: uczy elastyczności i zaufania do przypadkowych spotkań. Kiedy nie ma sztywnego planu ani listy „must see”, łatwiej zboczyć z głównej ulicy, pójść za sugestią spotkanego mieszkańca, skręcić w niepozorną bramę, za którą kryje się podwórko pełne zieleni. To właśnie podczas takich nieplanowanych skrętów rodzą się wspomnienia najbardziej osobiste i niepowtarzalne: rozmowa z właścicielem warsztatu, który od trzydziestu lat naprawia rowery, muzyczne jam session w małym barze, kiermasz starych książek rozstawiony na chodniku. Z czasem taki styl podróżowania zaczyna wpływać również na codzienne życie w domu. Człowiek, który nauczył się cieszyć powolnym spacerem po obcym mieście, zaczyna w podobny sposób patrzeć na własne osiedle. Te same bloki, parki i sklepy zyskują inne światło, gdy przestaje się przez nie pędzić. Z kasjerką w sklepie można zamienić parę słów, z sąsiadem przywitać się nieśpieszną rozmową, a drogę do pracy zamienić w okazję do krótkiej obserwacji świata. Nagle okazuje się, że „bycie w drodze” nie kończy się w dniu powrotu z wyjazdu, bo pewna część podróżniczej uważności zostaje z nami na stałe.